Choć za oknem były nawet nie jesienne a listopadowe klimaty, to u nas królowało wspomnienie lata. Zapach lewandy unosił się od pierwszych chwil za sprawą lawendy wysuszonej na sierpniowym słońcu oraz lawendowych świec, które ocieplały posępność deszczowego popołudnia.
Deszcz nam był niestrasznych gdy pochyliłyśmy się nad “robótkami”. Powstały niezwykłe woreczki pełne lawendy wewnątrz i twórczej fantazji na zewnątrz.
A kto miał takie życzenie, to otulony ich zapachem mógł się zdrzemnąć.
Nie zabrakło przepysznej herbaty oraz wsparcia energetycznego w bananowo-malinowo-czekoladowym wypieku.















